“A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!”

W ostatnią sobotę odbył się w Warszawie zlot blogerów piszących o winie. Ciekawe, że to nie sami blogerzy postanowili się skrzyknąć ale zaprosiła ich Winicjatywa, kusząc wyjątkowo atrakcyjnym programem warsztatów i degustacji.

Opłata za uczestnictwo wynosiła 50 zł za każdą z trzech sesji (warsztaty na temat blogowania, degustacje, after-party) i chociaż budziła na początku pewne kontrowersje, to trzeba przyznać, ze przynajmniej w odniesieniu do serii degustacji była to opłata symboliczna (w pozostałych niestety nie brałem udziału – brak czasu).

Wpływy z opłat uczestników nie wystarczyły nawet na zakup najdroższej z otwartych na degustacji butelek, czerwonego burgunda Romanée St-Vivant 2007. Tymczasem, degustowaliśmy kilkadziesiąt win i kilka potraw. Byliśmy też karmieni wiedzą przez wybitnych specjalistów (Tim Atkin MW, Paweł Białęcki, Marek Bieńczyk, Wojciech Bońkowski, Sławomir Chrzczonowicz, Michał Jancik). Wartość dydaktyczna tych degustacji była naprawdę wielka i jestem za nie bardzo wdzięczny.

Zlot blogerów Fot. winoioliwa.com

Zlot blogerów Fot. winoioliwa.com

W Warszawie nierzadko jednego dnia odbywają się dwie albo trzy degustacje. Jednak chyba nigdy nie zdarzyło się coś tak perwersyjnego jak rozpoczęcie przez jednego organizatora o tej samej godzinie trzech degustacji, z których każda może dla ich uczestników stać się degustacją roku, co najmniej.

Ja wybrałem degustację burgundzką. Chciałem posłuchać Tima Atkina i miałem świetną okazję, żeby przyjrzeć się trudnodostępnym, drogim winom z wyjątkowego miejsca jakim jest Burgundia. Próbowaliśmy sześciu białych i sześciu czerwonych win, zaczynając od win podstawowych i kończąc na Grand Cru. Nie wiem czy Pinoty z Burgundii są najlepszymi winami świata ale podoba mi się, że tak wysoko wywindowano ceny win tak delikatnych, subtelnych a czasem ponoć kapryśnych. Im więcej czasu mija od tej degustacji tym bardziej wydaje mi się wyjątkowa.

pato 020Nie mogłem, niestety, uczestniczyć przedpołudniowej części zlotu ani w wieczornej, czyli tych na których można było porozmawiać o blogach. Rozmowa toczy się jednak również sieci. Dyskusję wywołał zwłaszcza artykuł Ewy Wieleżyńskiej “Blogosfero, dokąd?”. Napisała ona po zlocie, że blogerzy nie chcą się integrować. Moim zdaniem ma rację. Nawet jeśli nie świadczy o tym frekwencja, to wystarczy spojrzeć na brak aktywności w grupie Facebookowej blogerów winiarskich. Jesteśmy podgrupą miłośników win. Kontaktujemy się ze sobą jako miłośnicy win. Spotykamy się na różnych degustacjach, gdzie chętniej rozmawiamy o winach niż o blogach, misji społecznej blogera i jego miejscu w przestrzeni medialnej.

Blogosfera jako fragment nowej rzeczywistości medialnej jest bardziej interesująca dla publicystów i wydawców mediów tradycyjnych niż samych blogerów, którzy nie muszą analizować swojego wpływu na poczytność, opiniotwórczość i sprzedaż prasy. Często wystarcza im satysfakcja z zakomunikowania swoich przeżyć związanych z wypiciem łatwo dostępnego wina, ponieważ dla tych osób jest to doświadczenie nowe, ekscytujące. Czują się wciągane w świat smaków, aromatów, etykiet i dzielą się swoją przygodą.

pato 004Uważam, że publiczne głoszenie tego, że lubi się wino i opowiadanie na miarę swoich możliwości o tym jakich przeżyć wino dostarcza jest pracą misjonarską, nawet gdy poziom notek jest niewysoki i zawierają one błędy. Trzeba się jednak, oczywiście, liczyć publikując cokolwiek w sieci także z krytyką.

Parę krytycznych uwag pani Ewy nie zmienia jednak faktu, że profesjonalne media winiarskie generalnie wspierają blogerów. Blogerzy bywają zapraszani do udziału w redakcyjnych panelach degustacyjnych i degustacjach prezentujących regiony winiarskie. Tworzy się agregaty blogów w winiarskich serwisach internetowych. Organizuje się im zloty i konkursy. Jeżeli słyszę słowo bloger wypowiadane z pobłażaniem lub ironią to nie ze strony dziennikarzy lecz importerów i dystrybutorów.

Wszyscy jesteśmy samoukami i wszyscy jesteśmy ‘wine-communicators’, turlamy tę samą beczkę. Tytułowe pytanie „Blogosfero, dokąd?” rozwińmy jako koleżeńskie „Dokąd nas ciągniesz blogosfero?” zamiast parafrazować je na toksyczne „Jesteście bez sensu”. Publikowanie rodzi odpowiedzialność. Jeżeli coś wrzucamy do sieci, to nie możemy twierdzić, że piszemy tylko dla siebie. Publicyści profesjonalni chcą, żeby blogerzy poczuli ciężar odpowiedzialności za słowo, za czytelnika, za rynek. Może widzą w blogosferze rozpędzającą się lokomotywę i to nie taką, która jest fraszką, igraszką, zabawką blaszaną?

Advertisements
This entry was posted in Uncategorized and tagged , , , . Bookmark the permalink.

2 Responses to “A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!”

  1. rurale says:

    Brawo za tą odrobinę autorefleksji, której blogerom w swej masie raczej brakuje. Tylko z ta misją to bym raczej nie przesadzał. Naprawdę Pan tak się Pan czuje?

  2. Jeżeli pyta Pan o słowa “…opowiadanie na miarę swoich możliwości o tym jakich przeżyć wino dostarcza jest pracą misjonarską”, to nie chodzi mi o specjalne poczucie towarzyszące pisaniu o wypitym winie. Chciałem tylko zaznaczyć, że nawet takie skromne pisanie ma znaczenie większe niż poprawianie samopoczucia piszącego. Piszę też, że kiedy blogerzy się spotykają rozmawiają o winie a nie o tym, jak zmieniają świat swoim blogowaniem. 😉 Natomiast nie mogę udawać, że mój główny, monotematyczny blog “Blisko Tokaju” jest pisany z obojętnością wobec Tokaju, tego co się w nim dzieje i jak jest to przyjmowane w Polsce. 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s